
Twoje forum PS2
Ocena ogólna: 9/10
Nie ma chyba na świecie konsolowa, który nie słyszałby o Tekkenie. Zapewne również większość właścicieli PC’tów słyszała o tej grze, lub też ja widziała. Otoczona swego rodzaju kultem wśród braci konsolowej i będąca obiektem westchnień w stylu „Dlaczego nie ma konwersji na PC?”. Tekken to seria Legenda. Jak każda seria, miała swoje wzloty (część trzecia) i upadki (część czwarta). Jednak, jako, że Namco nie śpi, to w końcu nadeszło oczekiwane. W zeszłym roku, dostaliśmy do rąk kolejną odsłonę, oznaczoną numerem 5.
Chcesz kopa (z półobrotu)?
No akurat w Tekkenie 5 nie ma Chucka Norrisa (byłby zbyt przegięty jako postać do gry, a jako final boss, uczyniłby grę nie do przejścia), ale jest wiele innych ciekawych rzeczy i postaci.
Idea gry się nie zmieniła. Nadal mamy dwie ręce, dwie nogi i głowę i przy ich pomocy, należy tego drugiego posłać na dechy. W porównaniu z Tekkenem 4 mam wrażenie, jakby podkręcono tempo walk. Postacie ruszają się szybciej, a i ciosy są wyprowadzane z rozsądną szybkością (w czwórce walka przypominała mi zapasy dwóch much w smole).
Nie można zrobić kolejnej części legendarnej młócki, bez wprowadzenia nowych zawodników, oni po prostu muszą być. W piątce mamy trójkę nowych łamaczy kości. Są to niejaka Asuka, „miła japońska dziewczynka”, niebezpieczny mnich Shaolin o imieniu Feng (facet wygląda naprawdę groźnie z tymi bliznami i w ogóle), oraz Wesley Snipes. Znaczy przepraszam, Raven. Tylko faktycznie, jak się spojrzy na gościa pierwszy raz, to od razu w oczy rzuca się kolega Snipes, jako Blade. Z twarzy, ubioru i w ogóle. No, ale skoro mamy w Tekkenie wirualnego Bruce Lee, to czemu nie Snipes jako Daywalker. Oczywiście, nie wszystkie postacie są od razu dostępne. Aby odblokować te ukryte, należy kilka razy przejść grę, używając różnych bohaterów. A to bywa ciężkie, bo końcowy boss jest niesłychanie irytujący (choć to nie Chuck).
Same walki są niezwykle efektowne. Nie tylko ze względu na porządne tempo, ale również dzięki wachlarzowi ciosów, jakie mamy do swojej dyspozycji. Grając starymi, znanymi już postaciami, można to robić niemal z zamkniętymi oczami. Nie jestem w stanie, co prawda stwierdzić, czy ciosy są w 100% takie same jak w innych częściach i czy tak samo się je wyprowadza (czyli wklepuje), ale na pewno część (i to spora) się powtarza.
Zrezygnowano również z tych pseudo interaktywnych ringów, jakie były w części czwartej. T5 wraca do przyjemnych dla oka „płaskich” aren, gdzie co prawda niewiele da się stłuc, czy połamać (choć są takie miejsca), ale…
…tu jest tak pięknie…
No właśnie. Tekken 5 to takie małe graficzne cudo. Areny są dopracowane, choć widać pewna różnicę w grafice, między tym kawałkiem, na którym toczy się walka, a dalszym planem. To, co jest tłem jest znacznie ładniej wykonane. Widać, że osoby, które projektowały areny, naprawdę miały dobre pomysły, a nie robiły tego na odwal się (chociaż ten arktyczny raj z pingwinami jest deczko głupawy).
Postacie również wykonano z dbałością o szczegóły. Fakt, faktem, widać niekiedy pewną plastelinowość, czy plastikowość w wyglądzie i animacji, ale jest to niezwykle rzadkie. A poza tym…włosy falują, kaptury spadają z głowy, ubrania ruszają się jak trzeba. Fakt, że niekiedy da się zauważyć nieprawidłowe przenikanie obiektów, ale kto na takie rzeczy zwraca uwagę, w samym środku bitki (chyba tylko recenzenci).
Jak już kłapię o grafice, to może i słówko o dźwięku. Jest nieźle. Muzyka przyjemna dla ucha, nie irytuje w trakcie walk, ale również nie sprawia, że dostajemy po łbie, bo się zasłuchaliśmy. Co mi się bardzo spodobało, to fakt, że niektóre postacie, wygłaszają swoje powitalne i pożegnalne teksty po japońsku. To dodaje smaczku grze. Wszelkie jęki, stęknięcia i odgłosy uderzeń, też zrobione całkiem przyzwoicie.
Przepraszam, jak tu biją…?
To, że w Tekenie 5 nie chodzi o głaskanie się po główkach, to już wiadomo. Pytanie tylko, jakie są powody, aby obić tej drugiej stronie twarz. No kilka ich jest…
Na dobry początek jest Story Mode. Prosta sprawa, wybieramy postać, oglądamy wstęp, potem 9 walk z rzędu. Godne uwagi, są w tym ciągu tylko walki czwarta i ostatnia. Czwarta jest walką, która ma jakiś związek z historią danej postaci i tym, dlaczego zdecydowała się ona na występ w King of Iron Fist Tournament. Natomiast walka dziewiąta, to obijanie paszczy finałowego bossa (albo przez finałowego bossa). Potem już tylko filmik końcowy i wsio (no ewentualnie odblokujemy jakąś nową postać). Jeśli mam być szczery, to Story Mode jest tak przeraźliwie nudne, że aż strach. No, ale kilka razy trzeba to przeboleć, jak chce się mieć wszystkie odblokowane postacie i filmiki.
Dla jednego gracza jest jeszcze nowy tryb, zatytułowany Devil Within. Ale o nim poniżej.
Dalej mamy tryby dla dwóch graczy, czyli standardowy Versus i Team Battle. Nic w nich nowego…nadal bawią tak jak bawiły nas do tej pory.
Diabelski tryb…
Devil Within, to tryb, w którym poznajemy historię Jina. To taka chodzona młócka z hordami Jacków 5, czasem młócąc na deser kogoś fajniejszego, jak na przkład Ogre’a. Jin łazi, bije się z wrogami, skacze, pstryka przełączniki i niby to wszystko ma fabułę. Ale koszmarną. Niewielką pociechą jest fakt, że można się zmienić w całkiem przystojnego Devil Jina i swoimi mocami robić szaszor okrutny w szeregach wroga.
Problem tylko w tym, że trochę tego młócenia w Devil Within jest. Nie jest to tryb na 20 minut. A jest nudny, jak nieszczęście.
Witajcie…ponownie…
Tekken 5 oferuje powrót do korzeni. W pełnym tego słowa znaczeniu. Nie chodzi tu tylko o to, że wróciły postacie, które gdzieś się zgubiły przy okazji części czwartej, ale również wracają stare dobre czasy. Wystarczy odpalić tryb Arcade History, aby przenieść się w dawne czasy.
A te dawne czasy to Tekken 1, Tekken 2 ver. B i Tekken 3 z automatów do gier. Żadnych odblokowywanek, żadnego graficznego odpicowania. Zobaczcie jak wyglądały pierwsze części Legendy. Ten dodatek to naprawdę cud miód i orzeszki.
Dodatki insze…
Namco dało też coś dla graczy, którzy nie potrafią grać, jeśli nie zmienią czegoś w postaci. Dodano tryb przystosowywania bohaterów gry, do własnego widzimisię. Oczywiście w ograniczonym zakresie.
W trakcie walk, zarabiamy kasę. Czasem mniej czasem więcej. Za tę kasę, możemy potem kupować naszej ulubionej postaci dodatki. A to diadem dla Niny, a to kajdanki dla Lei’a, czapka dla Hwoaranga. Można tez zmienić wygląd stroju, czy jego kolor.
Nie daje to nic, oprócz jakiejś satysfakcji, że teraz ta postać wygląda tak jak chcieliśmy. Fajne, chociaż zupełnie nieprzydatne.
Ociec, prać…?
Prać. Tekken 5 to gra bez dwóch zdań bardzo dobra. Jest doskonałą pozycją nie tylko dla wyjadaczy, ale i dla laików w dziedzinie konsolowego mordobicia. Nawet moja siedmioletnia córka, osiąga całkiem przyzwoite wyniki (chociaż nie udało jej się położyć końcowego bossa). Gierka zapewni Wam na pewno sporo uciechy, chociaż samotne pogrywanie szybko nuży. Tekken 5 to zdecydowanie gra dla minimum dwóch osób.
Plusy:
+ grafika
+ animacja
+ Arcade History
+ dla każdego
+ ładne areny walk
Minusy:
- nudne Story Mode
- Devil Within (słabo wykorzystany potencjał)
Ocena ogólna: 9/10
Tekken 5 (PS2)
Gatunek gry: bijatyka
Wydawca polski: Sony Computer Entertainment Polska
Wydawca oryginalny: Namco
Data wydania polskiego: 6/2005
Data wydania oryginału: 6/2005
Oryginalna strona gry: http://www.tekken-official.jp/
Język gry: Angielski
Tryby gry: Multi player, Single player
Dostępna platforma: PS2
System operacyjny: PS2
Minimalne wymagania sprzętowe:
Karta pamięci 8MB
Liczba DVD w pudełku: 1
Autor: Tomasz "Gambit" Dobosz
Offline